Zabrałam się za dzierganie tuby razem-robionej, przerażona z początku ilością oczek znajdującą się na drutach. Z Medusy na drutach 4,5 nabrałam 221 oczek, wydziergałam 6 rzędów pawich oczek plisy w kolorze jadowitej zieleni, zamknęłam, ubrałam na biodra...
... i myślałam, że się popłaczę, widząc, jak pod plisę wsadziłabym chyba drugą taką Saddie jak ja.
Cóż zatem zrobić? Po rozpaczliwym mailu do szefowej Razem-Tubienia stwierdziłam, że prucie odpada, mniejszych drutów nie posiadam, chyba, że 3,5 - co byłoby nielekką przesadą. Zostało zatem gubienie oczek. Wygubiłam ich 30, poleciałam w górę, zmierzyłam - i działa. Na biodrach opina się zgrabnie, w talii luzy są znaczne, w biuście mam nadzieję obejdzie się bez zwężań. A plisę? Się wyciągnie po praniu :))
Zakochałam się w Medusie. Pomimo moich pierwszych wrażeń pod tytułem "to się ŚLIZGA! I spada z drutów! I się rozłazi i plącze!", dalsze walki z nią pokazały, że robótka wychodzi miękka, delikatna i prawdopodobnie przemiła w noszeniu. Toteż już teraz planuję kolejną tubę - ze zmienionym ażurem na plisie oraz z wielkim, ażurowym golfem zamiast dekoltu. Wykończenia w kolorze ciemnego różu (który u mnie na monitorze wychodzi jak bardzo agresywna malina), korpus w którymś z odcieni szarości - prawdopodobnie w średnioszarym. A reszta robótek czeka, oj, czeka... :)